Zbiór zdjęć z września i października.
środa, 5 listopada 2014
The Great Return
Zbiór zdjęć z września i października.
piątek, 11 lipca 2014
Lipiec pełen przygód
W ciągu mojego dotychczasowego pobytu tutaj w Niemczech, znowu czy chcę czy nie chce otwiera się przede mną coś w rodzaju drzwi do rzeczywistości, dzięki którym rozumiem jak bardzo zabija mnie moja szczerość i ufność. Jeden wielki bullshit, bo niektórzy dbają zawsze tylko o siebie, a ja stanęłabym na głowie żeby komuś pomóc i żeby było dobrze. Błędne myślenie. Zaczęło się głównie od tego, że jednym z moich celów tutaj było znalezienie pracy. Udało się! Wymarzona praca jako kelnerka w jednej włoskiej restauracji w małym miasteczku, starałam się jak nigdy. Nawet nic nie stłukłam, a to dziwne jak na mnie, bo w moim domu każde stłuczone szkło na kuchennej posadzce wypada głównie z moich rąk. Czułam się tam świetnie, mimo że nie było mnie w domu przez 14 godzin i wracałam po nocach. Jednak teraz wiem, że bez względu na to jak bardzo ktoś będzie miły i jak dobrze będzie pracował i tak na koniec zostanie potraktowany zimno i to dosłownie przed samym wyjściem do domu dowie się, że to był ostatni dzień jego pracy. Spodziewałam się tego, jako że nie jestem tu na stałe, ale luuudzie, czy naprawdę mówi się takie rzeczy w taki sposób? Przecież to jest takie oczywiste, że (w niektórych wypadkach) nie ważne jaka jest treść tego co powiemy, ważne jest to w jaki sposób. Oczywiście dodałam, że "w niektórych wypadkach": np. jako lekarz musimy przekazać rodzinie, że zmarła bliska im osoba, a przecież nie powiemy tego z radością i fanfarami. Chodzi o to, że mówiąc pracownikowi o jego ostatnim dniu można chociaż zachować ludzkość i powiedzieć to z wdzięcznością i ciepłem, przecież to niewiele, a tyle zmienia. Zmienia chociażby nastawienie do takiej osoby i nie sprawia, że jest nam tak przykro. Czyż nie?
Oprócz tego zgubiłam telefon w autobusie. Ale dzięki temu, że miałam wtedy dobry dzień to nadjechał autobus i poszłam się zapytać, czy ktoś go nie znalazł, więc ten miły pan skierował mnie do faceta z biura rzeczy znalezionych. Pojechałam niedawno go odebrać i nie mam pojęcia kto go zwrócił, ale jestem bardzo wdzięczna, że ktoś zdaje sobie sprawę, że telefon to cześć naszego życia i zawiera mnóstwo informacji na jego temat.
Postanowiłam zmienić wygląd bloga na ciemny z motywem niebieskiego motyla Blue Morpho, zrobię nagłówek w najbliższym czasie :)
Oprócz tego zgubiłam telefon w autobusie. Ale dzięki temu, że miałam wtedy dobry dzień to nadjechał autobus i poszłam się zapytać, czy ktoś go nie znalazł, więc ten miły pan skierował mnie do faceta z biura rzeczy znalezionych. Pojechałam niedawno go odebrać i nie mam pojęcia kto go zwrócił, ale jestem bardzo wdzięczna, że ktoś zdaje sobie sprawę, że telefon to cześć naszego życia i zawiera mnóstwo informacji na jego temat.
Postanowiłam zmienić wygląd bloga na ciemny z motywem niebieskiego motyla Blue Morpho, zrobię nagłówek w najbliższym czasie :)
![]() |
| źródło: google grafika |
czwartek, 19 czerwca 2014
Truskawkowo-śmietankowe, czyli smaki lata
Idealne na upalne dni lata, szybkie, tanie i łatwe nawet dla początkujących smakoszy deserów. Użyłam do tego gotowych biszkoptów, które dostałam z piekarni, wystarczyło je jedynie pokruszyć, ale można też upiec samemu lub kupić gotowe - możliwości co nie miara. Bardzo delikatne, nie za słodkie i lekkie. Rozpływa się w ustach! Polecam!
Składniki:
Krem:
*500 ml śmietanki 36% (najlepiej z Łowicza)
*dwie i pół łyżki cukru pudru
*dwie płaskie łyżeczki żelatyny
*1/4 szklanki gorącej wody
Biszkopt:
*najlepiej kakaowy
Nasączenie:
*1/4 szkl gorącej wody
*łyżeczka cukru
*łyżeczka soku z cytryny
Dodatkowo:
*dwie truskawkowe galaretki (lub wiśniowe)
*400 gram truskawek lub dowolna ilość
Przygotowanie:
Do tortownicy kruszymy biszkopt lub sami pieczemy i studzimy. Do gorącej wody wsypujemy cukier i wlewamy sok z cytryny, nasączamy biszkopt.
Zagotowujemy 800 ml wody (3 i 1/4 szkl), zdejmujemy z gazu i wsypujemy galaretki, dokładnie rozpuszczamy. Pozostawiamy do wystygnięcia i lekkiego stężenia, ale tak, aby konsystencja była nadal płynna. W 1/4 szkl gorącej wody rozpuszczamy żelatynę, a gdy ta będzie stygła od razu zabieramy się za krem.
Krem:
Aby śmietana była dobrze ubita, należy ją schłodzić jak najbardziej, najlepiej dzień wcześniej wstawić ją na noc do lodówki. Gdy śmietana zgęstnieje podczas ubijania wsypujemy cukier puder. Pod koniec ubijania wlewamy jeszcze ciepłą żelatynę (gdy wlejemy zimną mogą zrobić się "kluski").
Gotowy krem nakładamy na biszkopt i wstawiamy na 30 minut do lodówki, aby trochę stężał.
Truskawki myjemy i pozbywamy się szypułek. Przekrawamy i w dowolny sposób układamy na kremie.Wylewamy galaretkę i pozostawiamy w lodówce do całkowitego stężenia.
Smacznego! :)
Składniki:
Krem:
*500 ml śmietanki 36% (najlepiej z Łowicza)
*dwie i pół łyżki cukru pudru
*dwie płaskie łyżeczki żelatyny
*1/4 szklanki gorącej wody
Biszkopt:
*najlepiej kakaowy
Nasączenie:
*1/4 szkl gorącej wody
*łyżeczka cukru
*łyżeczka soku z cytryny
Dodatkowo:
*dwie truskawkowe galaretki (lub wiśniowe)
*400 gram truskawek lub dowolna ilość
Przygotowanie:
Do tortownicy kruszymy biszkopt lub sami pieczemy i studzimy. Do gorącej wody wsypujemy cukier i wlewamy sok z cytryny, nasączamy biszkopt.
Zagotowujemy 800 ml wody (3 i 1/4 szkl), zdejmujemy z gazu i wsypujemy galaretki, dokładnie rozpuszczamy. Pozostawiamy do wystygnięcia i lekkiego stężenia, ale tak, aby konsystencja była nadal płynna. W 1/4 szkl gorącej wody rozpuszczamy żelatynę, a gdy ta będzie stygła od razu zabieramy się za krem.
Krem:
Aby śmietana była dobrze ubita, należy ją schłodzić jak najbardziej, najlepiej dzień wcześniej wstawić ją na noc do lodówki. Gdy śmietana zgęstnieje podczas ubijania wsypujemy cukier puder. Pod koniec ubijania wlewamy jeszcze ciepłą żelatynę (gdy wlejemy zimną mogą zrobić się "kluski").
Gotowy krem nakładamy na biszkopt i wstawiamy na 30 minut do lodówki, aby trochę stężał.
Truskawki myjemy i pozbywamy się szypułek. Przekrawamy i w dowolny sposób układamy na kremie.Wylewamy galaretkę i pozostawiamy w lodówce do całkowitego stężenia.
Smacznego! :)
środa, 18 czerwca 2014
Pies i kot
Przyjaźń rodzi się od wyrozumiałości, zrozumienie zaś od empatii. Patrzenie sercem i docenienie w drugim człowieku tego, co niewidoczne dla oczu, tolerowanie jego sposobu bycia i wydarzeń z przeszłości, rozumienie uczuć i wreszcie akceptacja, radość ze spędzonych wspólnie chwil, brak poczucia samotności i ogromne zaufanie, świadomość bezinteresownej pomocy oraz poczucie stabilności emocjonalnej - to wszystko daje nam prawdziwa przyjaźń, która nie rodzi się tylko w biedzie. Myślę, że kot i pies ze zdjęcia symbolizują to, że nie tylko podobieństwa tworzą więź przyjaźni, ale także różnice. Niestety nie udało mi się wychwycić ich razem. Na zdjęciach Berni, Zośka i Psotka, urocze zwierzaki :) I oczywiście nowe rozkwity w ogrodzie.
| Przypadkowa szarość liści |
czwartek, 29 maja 2014
She's like the wind...
Co tu dużo pisać...wystarczy patrzeć - oto jest i nasza Olcia :)
| Pepcia, która bała się aparatu :) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)


